Ciągle próbujemy zmieniać coś w swoim życiu. Pragniemy tych zmian, potrzebujemy ich.
Niekiedy są małe, jak na przykład zmiana fryzury, ale czasem trzeba zrobić coś poważniejszego. Duży krok w przód, gdy małe kroczki już nie pomagają.
Ja potrzebowałam takiego dużego kroku w moim życiu. Wielkiej zmiany, która pozwoli mi zapomnieć, albo przynajmniej zabliźnić rany.
Dlatego jestem tutaj,w Melbourne.
Niekiedy są małe, jak na przykład zmiana fryzury, ale czasem trzeba zrobić coś poważniejszego. Duży krok w przód, gdy małe kroczki już nie pomagają.
Ja potrzebowałam takiego dużego kroku w moim życiu. Wielkiej zmiany, która pozwoli mi zapomnieć, albo przynajmniej zabliźnić rany.
Dlatego jestem tutaj,w Melbourne.
Przekręciłam zamek w drzwiach i weszłam do mieszkania.
Nie było zbyt duże, ale przytulnie urządzone. Mama i Matt się postarali.
Nie było zbyt duże, ale przytulnie urządzone. Mama i Matt się postarali.
Chociaż miałam uzbieraną część pieniędzy na mieszkanie, oni zaoferowali, że zapłacą za wszystko. Od kiedy "zostałam sama", próbują zapełnić tą pustkę pieniędzmi, co jest kompletnie nieodpowiedzialne. No bo jak mam wejść w dorosłe życie, skoro oni nie dają mi takiej szansy? Do tego czuję się potwornie, kiedy oni płacą za wszystko, co dotyczy mnie.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Salon połączony z kuchnią urządzony bardzo nowocześnie. Przeważała tu biel, ale nie zabrakło kolorowych akcentów.
Postawiłam walizki w holu i ruszyłam do sypialni.
Otworzyłam pierwsze drzwi po prawej, a moim oczom ukazała się przepiękna sypialnia, w której także królowała biel.
Dwuosobowe łóżko, z masą poduszek w najróżniejszych kolorach, naprzeciwko niego zawieszony na ścianie był duży telewizor. Obok szafa, a przy dwóch pozostałych ścianach postawione były śliczne komody nad którymi zawieszone były różne zdjęcia. Na ścianie nad łóżkiem widniał cytat "To the stars through difficulties".
Podeszłam do okna i spojrzałam na pięknie oświetlone miasto.
Przypomniałam sobie chwilę, w której Max zabrał mnie na wzgórze, z którego było widać całe miasto. Nasze miasto.
Wtedy po raz pierwszy się pocałowaliśmy.
Odgoniłam od siebie wspomnienie, bo poczułam piekące łzy w kącikach oczu.
Nie mogłam płakać. Musiałam być silna. Dla NIEGO.
Postawiłam walizki w holu i ruszyłam do sypialni.
Otworzyłam pierwsze drzwi po prawej, a moim oczom ukazała się przepiękna sypialnia, w której także królowała biel.
Dwuosobowe łóżko, z masą poduszek w najróżniejszych kolorach, naprzeciwko niego zawieszony na ścianie był duży telewizor. Obok szafa, a przy dwóch pozostałych ścianach postawione były śliczne komody nad którymi zawieszone były różne zdjęcia. Na ścianie nad łóżkiem widniał cytat "To the stars through difficulties".
Podeszłam do okna i spojrzałam na pięknie oświetlone miasto.
Przypomniałam sobie chwilę, w której Max zabrał mnie na wzgórze, z którego było widać całe miasto. Nasze miasto.
Wtedy po raz pierwszy się pocałowaliśmy.
Odgoniłam od siebie wspomnienie, bo poczułam piekące łzy w kącikach oczu.
Nie mogłam płakać. Musiałam być silna. Dla NIEGO.
Wyjęłam ostaniego papierosa z paczki i zapaliłam go.
Okropny nawyk, który mi pozostał po dawnym życiu.
Usiadłam na parapecie i wpatrywałam się w gwiazdy, które jak mi się wydawało świeciły bardziej niż zwykle. Nagle coś mignęło mi przed oczami.
Spadająca gwiazda.
Szybko pomyślałam życzenie, choć dobrze wiedziałam, że się nie spełni i przygasiłam papierosa.
Wróciłam do holu po walizki i zostawiłam je w pokoju. Mam czas na rozpakowanie się.
Sama zaś ruszyłam do łazienki. Potrzebowałam gorącego prysznica.
Ściągnęłam z siebie warstwy ubrań i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Krople wody przyjemnie odbijały się od mojego ciała, sprawiając, że czułam się zrelaksowana i odprężona.
Wyszłam spod strumienia wody i otuliłam się puchowym ręcznikiem.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Rozmazany makijaż, którego zapomniałam zmyć wcześniej, podkrążone oczy, zaczerwienione od płaczu. Podpuchnięte policzki i popękane usta od ciągłego ich zagryzania. Do tego blada cera, która wyglądała jakby nigdy nie ujrzała słońca.
Ciało trochę wychudzone od niejedzenia,na którym gdzieniegdzie widniał fioletowy siniak, a na nadgarstkach zagojone rany po przecięciach.
Innymi słowy wyglądałam, jak wrak człowieka.
Pojedyńcza łza ponownie spłynęła po moim policzku, znacząc trasę dla pozostałych.
Nie potrafiłam bez niego funkcjonować, a jednak musiałam.
"Max na pewno chciałby, żebyś była szczęśliwa"
Słowa mojej matki ponownie rozbrzmiały mi w głowie, tymrazem zaznając zrozumienia.
Nie mogłam się tak po prostu poddać. Musiałam walczyć.
O szczęście, moje upragnione szczęście.
Okropny nawyk, który mi pozostał po dawnym życiu.
Usiadłam na parapecie i wpatrywałam się w gwiazdy, które jak mi się wydawało świeciły bardziej niż zwykle. Nagle coś mignęło mi przed oczami.
Spadająca gwiazda.
Szybko pomyślałam życzenie, choć dobrze wiedziałam, że się nie spełni i przygasiłam papierosa.
Wróciłam do holu po walizki i zostawiłam je w pokoju. Mam czas na rozpakowanie się.
Sama zaś ruszyłam do łazienki. Potrzebowałam gorącego prysznica.
Ściągnęłam z siebie warstwy ubrań i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Krople wody przyjemnie odbijały się od mojego ciała, sprawiając, że czułam się zrelaksowana i odprężona.
Wyszłam spod strumienia wody i otuliłam się puchowym ręcznikiem.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Rozmazany makijaż, którego zapomniałam zmyć wcześniej, podkrążone oczy, zaczerwienione od płaczu. Podpuchnięte policzki i popękane usta od ciągłego ich zagryzania. Do tego blada cera, która wyglądała jakby nigdy nie ujrzała słońca.
Ciało trochę wychudzone od niejedzenia,na którym gdzieniegdzie widniał fioletowy siniak, a na nadgarstkach zagojone rany po przecięciach.
Innymi słowy wyglądałam, jak wrak człowieka.
Pojedyńcza łza ponownie spłynęła po moim policzku, znacząc trasę dla pozostałych.
Nie potrafiłam bez niego funkcjonować, a jednak musiałam.
"Max na pewno chciałby, żebyś była szczęśliwa"
Słowa mojej matki ponownie rozbrzmiały mi w głowie, tymrazem zaznając zrozumienia.
Nie mogłam się tak po prostu poddać. Musiałam walczyć.
O szczęście, moje upragnione szczęście.
Dźwięki budzika wybudziły mnie ze snu. Leniwie przeciągnęłam palcem po iPhone'ie, wyłączając go.
Tej nocy nie śniło mi się nic.
Od jego śmierci, albo nie miewałam snów, albo były to koszmary.
Powoli zwlokłam się z wygodnego łóżka i uklęknęłam przed otwartą walizką.
Wyciągnęłam z niej dżinsowe ogrodniczki, sweter i bieliznę.
W łazience przebrałam się, spiełam włosy w warkocza i zrobiłam lekki makijaż.
Nie chciałabym straszyć ludzi na ulicy, więc muszę jakoś wyglądać. Szczególnie jeśli chcę znaleźć pracę.
Tej nocy nie śniło mi się nic.
Od jego śmierci, albo nie miewałam snów, albo były to koszmary.
Powoli zwlokłam się z wygodnego łóżka i uklęknęłam przed otwartą walizką.
Wyciągnęłam z niej dżinsowe ogrodniczki, sweter i bieliznę.
W łazience przebrałam się, spiełam włosy w warkocza i zrobiłam lekki makijaż.
Nie chciałabym straszyć ludzi na ulicy, więc muszę jakoś wyglądać. Szczególnie jeśli chcę znaleźć pracę.
Założyłam na stopy białe, już trochę podniszczone conversy, a na plecy zarzuciłam skórzany plecak. Kątem oka spojrzałam na lustro wiszące w holu, by sprawdzić jak się prezentuję i wyszłam z mieszkania.
Szłam ulicą sprawdzając w telefonie drogę do najbliższego sklepu. Od kilku minut mój żołądek wykręcał fiołki domagając się pożywienia. Nie jadłam nic od wyjścia z mojego domu w Newcastle.
Szłam ulicą sprawdzając w telefonie drogę do najbliższego sklepu. Od kilku minut mój żołądek wykręcał fiołki domagając się pożywienia. Nie jadłam nic od wyjścia z mojego domu w Newcastle.
W końcu znalazłam mały osiedlowy sklep, w którym kupiłam pączka i małą wodę mineralną. Później zrobię większe zakupy.
Udałam się na przystanek autobusowy. Nie mieszkałam w samym centrum miasta, ale też nie miałam tam daleko.Po prostu nie chciało mi się tam isc pieszo i bałam się, że się zgubie, gdyż mój wewnętrzny GPS trochę szwankował. Po prostu nie miałam orientacji w terenie.
Wyszłam z pojazdu komunikacji miejskiej i ruszyłam przed siebie. Nie miałam pojęcia, w którą stronę się udać. Musiałam znaleźć jakąś pracę. Mama wprawdzie zaproponowała, że co miesiąc będzie przelewać pieniądze na moje konto, ale nie zgodziłam się. I tak czułam się źle z tym, że kupili mi mieszkanie i je urządzili. Chciałam się odciąć od wszystkiego i zacząć żyć na własną rękę. Dzięki pracy może zapomnę, chociaż na kilka godzin.
Poczułam wibracje w kieszeni, więc wyciągnęłam telefon i przyjechałam palcem po ekranie.
-Cześć, mamo.-Powiedziałam z lekką tęsknotą w głosie. Jest dla mnie ważną osobą i zawdzięczam jej to, że mnie urodziła i że nadal żyje.
-Hej słońce. Jak podróż? I mieszkanie? Podoba ci się? Gdzie teraz jesteś? Jadłaś coś?-Zasypała mnie stertą pytań. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, że się martwi.
-Dobrze, mamuś. Mieszkanie jest cudowne, lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Właśnie ruszyłam na poszukiwanie pracy, ale kiepsko mi idzie.-Usłyszałam śmiech po drugiej stronie słuchawki.
-Masz jeszcze sporo czasu, a jeśli nie znajdziesz niczego ciekawego ja z Mattem pomożemy ci, w miarę możliwości.
-Dzięki mamo, ale muszę sobie poradzić sama. Jestem już dużą dziewczynką.
-Wiem kochanie, ale dla mnie zawsze będziesz malutką Lily.
Chciałam odkręcić butelkę z wodą, bo nagle zaschło mi w gardle, kiedy moja niezdarność wzięła górę.
Nie zauważyłam, że jedna płyta chodnikowa trochę wystawała i potknęłam się o nią, upuszczając telefon. Na szczęście zdążyłam utrzymać równowagę.
-Ty idiotko!-Usłyszałam przed sobą. Zdezorientowana spojrzałam przed siebie, gdzie zobaczyłam mokrą rukdowłosą dziewczynę.Przeżuciałam wzrok na butelkę, którą nadal trzymałam w ręce. Była całkowicie pusta.
-Ups.-Wymamrotałam tylko i próbowałam wyjąć chusteczki z plecaka. Kątem oka spojrzałam na chłopaka, który powstrzymywał śmiech.
Wyciągnęłam do dziewczyny rękę z chusteczkami, ale ona tylko prychnęła pod nosem.
-Chodź kochanie.-Zamachnęła mokrymi włosami i pociągnęła chłopaka za rękę.-Ughh...co za kretynka.-Marudziła jeszcze.
Nie zwróciłam już na nią uwagi, tylko podniosłam iPhone'a z chodnika.
Super. Pęknięta szybka. Jeszcze tego mi brakowało.
Próbowałam odblokować telefon i po kilku próbach udało mi się. Połączenie niestety zostało przerwane.
Stwierdziłam, że tylko napiszę jej sms-a, żeby się nie martwiła i potem oddzwonię.
~*~
Przeszłam prawie całe centrum, ale nigdzie nie potrzebowali nowych pracowników. Jak zwykle szczęście mnie opuściło. Ten dzień był fatalny.
Jakaś paniusia, która nie wiadomo za kogo się uważa zbrechtała mnie na ulicy, szybka w moim telefonie nadaję się tylko do wymiany, nie znalazłam żadnej pracy i do tego nogi bolą mnie niemiłosiernie.
Fantastyczne życie w Melbourne.Moim sarkazmem czuć na kilometr.
Wróciłam do mieszkania i jedyną rzeczą, której pragnęłam to moje wygodne łóżeczko, ale czekało mnie jeszcze rozpakowywanie walizek. Musiałam to w końcu kiedyś zrobić.
Włączyłam tv i zabrałam się za wyciąganie moich rzeczy.
Moją uwagę wróciły wiadomości.
"Z aresztu uciekł szef grupy przestępczej, która jest odpowiedzialna za handel narkotykami i bronią, a także wiele zabójstw. Niejaki Smoke, czyli Alexander Collins jest poszukiwany w całej Australii, ale zalecamy ostrożność i prosimy o zgłaszanie na policję osoby, które mogą wiedzieć coś o miejscu pobytu poszukiwanego, dzieki czemu będziemy mogli zapewnić państwu spokój."
Zamarłam i poczułam suchość w gardle.Oczy miałam szeroko otwarte, a usta rozchylone. Nie potrafiłam złapać powietrza. Bezsensownie gapiłam się na telewizor, próbując zrozumiec, co powiedziała młoda policjanka.
-Nie, to się nie dzieje naprawdę.-Wyszeptałam do siebie i usiadłam na łóżku, kryjąc twarz w dloniach.- To niemożliwe.
________________
i jak? c:
jeśli się podoba to napisz komentarz, poleć przyjaciółce lub zrób cokolwiek, co pomogło by rozgłośnić to ff.
a jeśli Ci się nie podoba również zostaw komentarz, pisząc co mogłabym zmienić.
naprawdę kochani, to bardzo motywuje mnie do pisania kolejnych części i do udoskonalania całego opowiadania, mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi hahah
dziękuję za wszystkie wyświetlenia, komentarze i wgl za wszystko xx
do napisania ♡
brxxksh