sobota, 5 września 2015

two

Od kilku minut próbowałam się uspokoić, ale nic mi nie pomagało.
-Wdech, wydech.-Mówiłam sama do siebie.-Wszystko w porządku. On nie wie, gdzie jesteś. Nie znajdzie cię.
Próbowałam pohamować łzy, cisnące mi się do oczu i unormować oddech.
Przemyłam twarz zimną wodą i wytarłam miękkim ręcznikiem.
Nie mogłam przeżywać tego samego od początku.
Nie potrafiłabym.
On był nieprzewidywalny, nie wiedziałam, co teraz może zrobić, ale wiedziałam jedno.
Nie mogę się dłużej bać.
Przechodziłam przez to raz i nie zamierzam kolejnego.
Strach da się pokonać, trzeba tylko głęboko wierzyć, że się uda i nigdy nie pozwolić, by cię ogarnął.
Zmieniłam całe otoczenie, by odciąć się od strachu i wspomnień i nie pozwolę, by jedna wiadomość zrujnowała moje dotychczasowe zmiany.
Nie jestem już tą samą dziewczyną i zamierzam walczyć o swoje szczęście.

Z uśmiechem na ustach ruszyłam w poszukiwaniu pracy. Nie zamierzałam się poddawać po pierwszym nieudanym dniu.
Po za tym musiałam znaleźć coś, co pozwoliło by mi zarobić trochę grosza.
Weszłam do pobliskiej, niewielkiej kawiarni z zamiarem zamówienia kawy, kiedy zobaczyłam plakat, który zawiadamiał, że poszukują nowego pracownika.
Ucieszyłam się i entuzjazmem weszłam do budynku.
Chwilę czekałam w kolejce, bo znajdowało się tutaj dość sporo osób i po kilku minutach nadeszła moja kolej.
-Hej.-Spojrzałam na młodą blondynkę, która uśmiechała się do mnie ciepło.-Nadal potrzebujecie nowej pracownicy?-Spytałam, chcąc by mój głos brzmiał pewnie.
-Tak! Jesteś chętna? Jeśli tak, to cudownie! Od dłuższego czasu, nie możemy nikogo znaleźć. Będziesz idealna.
Nawijała jak katarynka, a ja jedynie zaśmiałam się pod nosem.
-Świetnie, więc od kiedy mogę zacząć?-Rozbawiona jej gadaniem, nie przestawałam się uśmiechać.
-Od poniedziałku. Zadzwonię do ciebie z dokładnymi danymi, tylko musisz zostawić mi swój numer.-Podała mi notesik i długopis, a ja zapisałam na nim ciąg liczb, tworzący mój numer telefonu.- Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że wreszcie będę mogła pracować z dziewczyną. Danny jest fajny, ale to jednak chłopak, a ja ciągle muszę wysłuchiwać o jego motorach. Wiesz, że to nie jest ciekawe?
Zrobiła tak komiczną minę przy tym, że nie mogłam się nie roześmiać. To było silniejsze ode mnie.
Czuję, że ta praca to będzie bardzo ciekawe doświadczenie.
-Domyślam się.-Powiedziałam przez śmiech.-Mogłabym jeszcze zamówić kawę na wynos?
-Jasne, to jeszcze nie twoja zmiana.-Dziewczyna puściła mi oczko i zajęła się moim zamówieniem.

Wróciłam do domu, uprzednio robiąc wstępując do pobliskiego sklepiku, by kupić popcorn.
Chciałam świętować znalezienie pracy, ale nie znałam tutaj jeszcze nikogo, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości w oglądaniu Little Pretty Liars, wraz z towarzystwem popcornu i coli. Moi najlepsi przyjaciele.

Ubrałam czarne, krótkie, dresowe spodenki, tego samego kolroru koszulkę na ramiączkach i koszulę w czarno-czerwoną kratę.
Tak, kocham czerń.
Idealnie odzwierciedlała moją duszę. Wpasowywała się perfekcyjnie.

Obudziłam się z głową w misce po popcornie. Ciekawie, nie powiem.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, by ocenić sytuację.
Serial był zatrzymany, co musiałam zrobić nieświadomie, bo nic z tego nie pamiętam.
Na podłodze walały się gdzieniegdzie puste opakowania po przekąskach. Za oknem robiło się już jasno, więc rozglądnęłam się w poszukiwaniu telefonu.
Leżał na ziemi pod poduszkami.
Przejechałam ekran palcem i spojrzałam na godzinę.
07:12
Ziewnęłam, przeciągając się i zrzuciłam z siebie koc.
Przeszłam do kuchni i wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Upiłam z niego kilka łyków i odłożyłam na miejsce.
Udałam sie do łazienki, by pozbyć się nieprzyjemnego smaku z ust, mając zęby.
Kiedy byłam w trakcie szorowania ich, ktoś zadzwonił do drzwi.
Szybko pozbyłam się pijany z ust i wytarłam je ręcznikiem.
Odkluczyłam drzwi i zobaczyłam przed sobą listonosza.
-Dzień dobry.-Zaśmiał się na mój widok.-Ulotki, umm... ma pani jedzenie we włosach.
Sprawnym gestem wyjął resztki popcornu z moich włosów i podał mi makulaturę.
Speszona podziękowałam i zamknęłam za nim drzwi.
Oparłam się o drzwi i zjechałam po nich.
-Wow, Lily. Ty zawsze potrafisz zrobić dobre, pierwsze wyrażenie.-Szepnęłam do siebie i przybiłam mentalną piątkę z moim czołem.

~*~

Zdyszana wbiegłam do kawiarenki, potykając się i przy tym prawie wywracając.
-Przepraszam...za spóźnienie...autobus...mi uciekł.-Mówiłam przez przerwy, podczas których łapałam powietrze chaustami.
-To twój pierwszy dzień, więc przymknę na to oko.-Wysoki blondyn uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam.-Chodź, pokażę ci wszystko.
Ruszyłam za nim na zaplecze.
-Tu jest twój strój roboczy.-Podał mi bordową koszulkę z logiem kawiarenki.-Kuchnia, toalety dla pracowników, miejsce na przerwy, szatnia.
Całe wyposażenie było dość nowoczesne, co bardzo mnie cieszyło. Uwielbiałam takie miejsca.
- Nie ma dzisiaj Rose, więc ty będziesz zbierać zamówienia, okay?-Przytaknęłam tylko głową.-A teraz idź się przebrać, a potem pokaże ci, jak się obsługuje kasę.

Praca była dość lekka i szybko zleciało siedem godzin, co oznaczało, że za godzinkę konczyła się moja zmiana.
Goście, którzy tu przychodzili byli niezmiernie mili i dawali spore napiwki.
Do tego Danny był świetnym współpracownikiem. Nie przeszkadzało mi nawet to, że często wspominał o swoim hobby, jakim są motory.
Innymi słowy idealna praca.

Ścierałam blaty, które były puste i zbierałam pozostawione filiżanki i talerzyki, kiedy dzwoneczek przywieszony nad drzwiami, wydał z siebie dźwięk. Odwrociłam wzrok w tamtą stronę i zobaczyłam chłopaka, który był wtedy z dziewczyną, na którą wylałam wodę.
Tak, to na pewno on. Nie zapomniałam jego czekoladowych oczu, ich się po prostu nie da zapomnieć.
Były piękne i jedyne w swoim rodzaju, bo należały do NIEGO.

______________
naszła mnie ochota na napisanie nowego rozdziału, więc oto jest haha xx
mam nadzieje, ze nie kęs aż taki zły (:
narazie jest troszkę nudno, ale obiecuje, ze to się zmieni
piszcie, co sądzicie o tym opowiadaniu, bo idk czy jest sens je ciągnąć
także tego, zostawiajcie komentarze, bo to mnie bardzo motywuje hehe ♡♡

brxxksh

niedziela, 2 sierpnia 2015

one

Ciągle próbujemy zmieniać coś w swoim życiu. Pragniemy tych zmian, potrzebujemy ich.
Niekiedy są małe, jak na przykład zmiana fryzury, ale czasem trzeba zrobić coś poważniejszego. Duży krok w przód, gdy małe kroczki już nie pomagają.
Ja potrzebowałam takiego dużego kroku w moim życiu. Wielkiej zmiany, która pozwoli mi zapomnieć, albo przynajmniej zabliźnić rany.
Dlatego jestem tutaj,w Melbourne.
Przekręciłam zamek w drzwiach i weszłam do mieszkania.
Nie było zbyt duże, ale przytulnie urządzone. Mama i Matt się postarali. 
Chociaż miałam uzbieraną część pieniędzy na mieszkanie, oni zaoferowali, że zapłacą za wszystko. Od kiedy "zostałam sama", próbują zapełnić tą pustkę pieniędzmi, co jest kompletnie nieodpowiedzialne. No bo jak mam wejść w dorosłe życie, skoro oni nie dają mi takiej szansy? Do tego czuję się potwornie, kiedy oni płacą za wszystko, co dotyczy mnie. 
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. 
Salon połączony z kuchnią urządzony bardzo nowocześnie. Przeważała tu biel, ale nie zabrakło kolorowych akcentów.
Postawiłam walizki w holu i ruszyłam do sypialni.
Otworzyłam pierwsze drzwi po prawej, a moim oczom ukazała się przepiękna sypialnia, w której także królowała biel.
Dwuosobowe łóżko, z masą poduszek w najróżniejszych kolorach, naprzeciwko niego zawieszony na ścianie był duży telewizor. Obok szafa, a przy dwóch pozostałych ścianach postawione były śliczne komody nad którymi zawieszone były różne zdjęcia. Na ścianie nad łóżkiem widniał cytat "To the stars through difficulties".
Podeszłam do okna i spojrzałam na pięknie oświetlone miasto.
Przypomniałam sobie chwilę, w której Max zabrał mnie na wzgórze, z którego było widać całe miasto. Nasze miasto.
Wtedy po raz pierwszy się pocałowaliśmy.
Odgoniłam od siebie wspomnienie, bo poczułam piekące łzy w kącikach oczu.
Nie mogłam płakać. Musiałam być silna. Dla NIEGO.
Wyjęłam ostaniego papierosa z paczki i zapaliłam go.
Okropny nawyk, który mi pozostał po dawnym życiu.
Usiadłam na parapecie i wpatrywałam się w gwiazdy, które jak mi się wydawało świeciły bardziej niż zwykle.  Nagle coś mignęło mi przed oczami.
Spadająca gwiazda.
Szybko pomyślałam życzenie, choć dobrze wiedziałam, że się nie spełni i przygasiłam papierosa.
Wróciłam do holu po walizki i zostawiłam je w pokoju. Mam czas na rozpakowanie się.
Sama zaś ruszyłam do łazienki. Potrzebowałam gorącego prysznica.
Ściągnęłam z siebie warstwy ubrań i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Krople wody przyjemnie odbijały się od mojego ciała, sprawiając, że czułam się zrelaksowana i odprężona.
Wyszłam spod strumienia wody i otuliłam się puchowym ręcznikiem.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Rozmazany makijaż, którego zapomniałam zmyć wcześniej, podkrążone oczy, zaczerwienione od płaczu. Podpuchnięte policzki i popękane usta od ciągłego ich zagryzania. Do tego blada cera, która wyglądała jakby nigdy nie ujrzała słońca. 
Ciało trochę wychudzone od niejedzenia,na którym gdzieniegdzie widniał fioletowy siniak, a na nadgarstkach zagojone rany po przecięciach.
Innymi słowy wyglądałam, jak wrak człowieka.
Pojedyńcza łza ponownie spłynęła po moim policzku, znacząc trasę dla pozostałych.
Nie potrafiłam bez niego funkcjonować, a jednak musiałam.
"Max na pewno chciałby, żebyś była szczęśliwa"
Słowa mojej matki ponownie rozbrzmiały mi w głowie, tymrazem zaznając zrozumienia.
Nie mogłam się tak po prostu poddać. Musiałam walczyć.
O szczęście, moje upragnione szczęście.
Dźwięki budzika wybudziły mnie ze snu. Leniwie przeciągnęłam palcem po iPhone'ie, wyłączając go.
Tej nocy nie śniło mi się nic.
Od jego śmierci, albo nie miewałam snów, albo były to koszmary.
Powoli zwlokłam się z wygodnego łóżka i uklęknęłam przed otwartą walizką.
Wyciągnęłam z niej dżinsowe ogrodniczki, sweter i bieliznę.
W łazience przebrałam się, spiełam włosy w warkocza i zrobiłam lekki makijaż.
Nie chciałabym straszyć ludzi na ulicy, więc muszę jakoś wyglądać. Szczególnie jeśli chcę znaleźć pracę.
Założyłam na stopy białe, już trochę podniszczone conversy, a na plecy zarzuciłam skórzany plecak. Kątem oka spojrzałam na lustro wiszące w holu, by sprawdzić jak się prezentuję i wyszłam z mieszkania. Szłam ulicą sprawdzając w telefonie drogę do najbliższego sklepu. Od kilku minut mój żołądek wykręcał fiołki domagając się pożywienia. Nie jadłam nic od wyjścia z mojego domu w Newcastle. 
W końcu znalazłam mały osiedlowy sklep, w którym kupiłam pączka i małą wodę mineralną. Później zrobię większe zakupy. 
Udałam się na przystanek autobusowy. Nie mieszkałam w samym centrum miasta, ale też nie miałam tam daleko.Po prostu nie chciało mi się tam isc pieszo i bałam się, że się zgubie, gdyż mój wewnętrzny GPS trochę szwankował. Po prostu nie miałam orientacji w terenie. 
Wyszłam z pojazdu komunikacji miejskiej i ruszyłam przed siebie. Nie miałam pojęcia, w którą stronę się udać. Musiałam znaleźć jakąś pracę. Mama wprawdzie zaproponowała, że co miesiąc będzie przelewać pieniądze na moje konto, ale nie zgodziłam się. I tak czułam się źle z tym, że kupili mi mieszkanie i je urządzili. Chciałam się odciąć od wszystkiego i zacząć żyć na własną rękę. Dzięki pracy może zapomnę, chociaż na kilka godzin. 
Poczułam wibracje w kieszeni, więc wyciągnęłam telefon i przyjechałam palcem po ekranie. 
-Cześć, mamo.-Powiedziałam z lekką tęsknotą w głosie. Jest dla mnie ważną osobą i zawdzięczam jej to, że mnie urodziła i że nadal żyje. 
-Hej słońce. Jak podróż? I mieszkanie? Podoba ci się? Gdzie teraz jesteś? Jadłaś coś?-Zasypała mnie stertą pytań. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, że się martwi. 
-Dobrze, mamuś. Mieszkanie jest cudowne, lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Właśnie ruszyłam na poszukiwanie pracy, ale kiepsko mi idzie.-Usłyszałam śmiech po drugiej stronie słuchawki.
-Masz jeszcze sporo czasu, a jeśli nie znajdziesz niczego ciekawego ja z Mattem pomożemy ci, w miarę możliwości. 
-Dzięki mamo, ale muszę sobie poradzić sama. Jestem już dużą dziewczynką.
-Wiem kochanie, ale dla mnie zawsze będziesz malutką Lily. 
Chciałam odkręcić butelkę z wodą, bo nagle zaschło mi w gardle, kiedy moja niezdarność wzięła górę. 
Nie zauważyłam, że jedna płyta chodnikowa trochę wystawała i potknęłam się o nią, upuszczając telefon. Na szczęście zdążyłam utrzymać równowagę. 
-Ty idiotko!-Usłyszałam przed sobą. Zdezorientowana spojrzałam przed siebie, gdzie zobaczyłam mokrą rukdowłosą dziewczynę.Przeżuciałam wzrok na butelkę, którą nadal trzymałam w ręce. Była całkowicie pusta. 
-Ups.-Wymamrotałam tylko i próbowałam wyjąć chusteczki z plecaka. Kątem oka spojrzałam na chłopaka, który powstrzymywał śmiech. 
Wyciągnęłam do dziewczyny rękę z chusteczkami, ale ona tylko prychnęła pod nosem. 
-Chodź kochanie.-Zamachnęła mokrymi włosami i pociągnęła chłopaka za rękę.-Ughh...co za kretynka.-Marudziła jeszcze. 
Nie zwróciłam już na nią uwagi, tylko podniosłam iPhone'a z chodnika. 
Super. Pęknięta szybka. Jeszcze tego mi brakowało.
Próbowałam odblokować telefon i po kilku próbach udało mi się. Połączenie niestety zostało przerwane. 
Stwierdziłam, że tylko napiszę jej sms-a, żeby się nie martwiła i potem oddzwonię. 
 ~*~
Przeszłam prawie całe centrum, ale nigdzie nie potrzebowali nowych pracowników. Jak zwykle szczęście mnie opuściło. Ten dzień był fatalny. 
Jakaś paniusia, która nie wiadomo za kogo się uważa zbrechtała mnie na ulicy, szybka w moim telefonie nadaję się tylko do wymiany, nie znalazłam żadnej pracy i do tego nogi bolą mnie niemiłosiernie. 
Fantastyczne życie w Melbourne.Moim sarkazmem czuć na kilometr.
Wróciłam do mieszkania i jedyną rzeczą, której pragnęłam to moje wygodne łóżeczko, ale czekało mnie jeszcze rozpakowywanie walizek. Musiałam to w końcu kiedyś zrobić. 
Włączyłam tv i zabrałam się za wyciąganie moich rzeczy. 
Moją uwagę wróciły wiadomości. 
"Z aresztu uciekł szef grupy przestępczej, która jest odpowiedzialna za handel narkotykami i bronią, a także wiele zabójstw. Niejaki Smoke, czyli Alexander Collins jest poszukiwany w całej Australii, ale zalecamy ostrożność i prosimy o zgłaszanie na policję osoby, które mogą wiedzieć coś  o miejscu pobytu poszukiwanego, dzieki czemu będziemy mogli zapewnić państwu spokój."
Zamarłam i poczułam suchość w gardle.Oczy miałam szeroko otwarte, a usta rozchylone. Nie potrafiłam złapać powietrza. Bezsensownie gapiłam się na telewizor, próbując zrozumiec, co powiedziała młoda policjanka. 
-Nie, to się nie dzieje naprawdę.-Wyszeptałam do siebie i usiadłam na łóżku, kryjąc twarz w dloniach.- To niemożliwe. 
________________
i jak? c:
jeśli się podoba to napisz komentarz, poleć przyjaciółce lub zrób cokolwiek, co pomogło by rozgłośnić to ff. 
a jeśli Ci się nie podoba również zostaw komentarz, pisząc co mogłabym zmienić. 
naprawdę kochani, to bardzo motywuje mnie do pisania kolejnych części i do udoskonalania całego opowiadania, mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi hahah 
dziękuję za wszystkie wyświetlenia, komentarze i wgl za wszystko xx
do napisania ♡ 
brxxksh

środa, 29 lipca 2015

prolouge

-Jesteś moja, już na zawsze skarbie.-Wyszeptał mi do ucha, a po moich plecach przeszedł przyjemny dreszcz. Jego ręce, obejmujące mnie w pasie i ciepły oddech na szyi sprawiały, że czułam się bezpieczne i na swoim miejscu. Jak nigdy wcześniej.
Zgasiłam papierosa i jeszcze raz spojrzałam na miasto, którego widok z dachu zapierał dech w piersiach.
Alex kiedy chciał, potrafił być najromantyczniejszym chłopakiem na ziemi.
Jeszcze chwilę rozkoszowałam się tym widokiem, po czym odwróciłam się w stronę chłopaka, który był równie cudowny.
Włosy koloru ciemnej czekolady, które lekko postawione na żelu dodawały tylko uroku chłopakowi. Tęczówki, kolorem przypominające ocean. Idealnie proste,snieżnobiałe zęby, które wyglądały nieziemsko, kiedy się uśmiechał.
Umięśnione ciało, przy którym czułam się bezpiecznie i tatuaże, które odzwierciedlały jego osobowość.
Z pozoru ideał mężczyzny, jednak każdy ma swoje wady.
-Na zawsze.-Powiedziałam bezgłośnie i złączyłam nasze usta.
W tym momencie nie pragnęłam niczego innego.

-Nie chcę już tak żyć! Strach przed każdym kolejnym dniem mnie paraliżuje! Już tak nie potrafię, kończę z całym tym gównem.-Wykrzyknęłam w twarz chłopaka. Czułam strach, ale nie pozwoliłam, by mną zawładnął.
-Skarbie ja tu decyduję.-Chwycił mnie za szczękę i zacisnął na niej dłoń. Jęknęłam z bólu. Próbowałam się wyrwać, ale na marne, gdyż Alex jeszcze mocniej mnie chwycił. W kącikach oczu zebrały mi się łzy. Jedna z nich spłynęła po moim policzku. Chłopak otarł ją kciukiem drugiej ręki i kontynuował.-A ty się nigdzie nie wybierasz. Zostajesz z nami.
Jego ton był przerażająco spokojny i stanowczy, ale wiedziałam, że jest wściekły. Jego oczy pociemniały i miał zaciśnięte zęby.
-Już nie jestem jedną z was i nigdy nie będę.-Puścił moją brodę, którą automatycznie potarłam, próbując złagodzić ból.
Powoli zaczęłam cofać się w stronę wyjścia i ostatni raz z przerażeniem w oczach spojrzałam na Alexa.
-I tak mi nie uciekniesz! Należysz do mnie, suko! Znajdę cię, gdziekolwiek będziesz!-Ryknął, przytrzymywany przez jednego ze swoich kolegów, a jego głos rozszedł się po całej hali, pulsując w mojej głowie.
"Znajdę cię"-te dwa słowa, zaczęły rozbrzmiewać w mojej głowie i nie chciały jej opuścić.

Spojrzałam na piękny, nowoczesny budynek.
Szkoła tańca 'Step Up'.
Od zawsze o niej marzyłam. I teraz moje marzenie się spełnia. Jestem w najlepszej dwunastce, która jedzie na krajowy konkurs. Do tego zatańczę główną rolę w duecie.
Nieosiągalne? A jednak.
Przeszłam próg i poczułam zapach lawendy, którą zawsze tu pachniało.
Pokochałam to miejsce i ludzi, którzy byli dla mnie jak rodzina.
Wbiegłam na salę ćwiczeń trochę spóźniona i ustawiłam się w szeregu, przy okazji przepraszając naszą nauczycielkę.
-Lily, podejdź proszę.-Odezwała się do mnie ciepłym tonem. Była miłą osobą, ale nie warto było się z nią kłócić.-Jak już wiesz zatańczysz główną rolę, a twoim partnerem będzie Max.
Chłopak podszedł do mnie i przytulił, a reszta grupy zaczęła klaskać.
-Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało.-Uśmiechnął się do mnie i puścił oczko, przez co lekko zachochotałam.
-Ja również.-Odwzajemniłam uśmiech, a chłopak objął mnie ramieniem i zaczęliśmy się śmiać.
To wydarzenie odmieniło całe moje życie.
Zrozumiałam, co tak naprawdę znaczy miłość i prawdziwe szczęście przy jego boku. Gdy wiesz, że to ten jedyny.

-Nieee!-Krzyknęłam i upadłam na kolana obok chłopaka. Nie ruszał się.-Max nie rób mi tego! Nie odchodź! Max!
Przytuliłam się do bezwładnego ciała i zalałam łzami.
To moja wina. Pozwoliłam, żeby Alex skrzywdził osobę, na której zależało mi  najbardziej.
-Kocham cię! Nie zostawiaj mnie!-Wydukałam przez łzy, zanim zostałam odciągnięta od nieżyjącego chłopaka.
-To moja wina, Maria! Moja.-Dziewczyna przytuliła mnie, a ja dusiłam się własnymi łzami.
Zabrał mi moje życie. Odebrał je, gdy zabił Maxa. Mój jedyny sens istnienia. On był dla mnie jak powietrze, a bez powietrza nie da się żyć.
Brutalnie odebrał mi życie, zabierając także jego. Moje największe szczęście.

Wszystko wróciło. Każde wspomnienie, dobre i złe. Każdy uśmiech i łza. Wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że jestem na dobrej drodze do zapomnienia, wspomnienia wracały i burzyły wszystko, co udało mi się stworzyć. Sprawiały, że pragnęłam zniknąć z tego świata. 
Chciałam być z Maxem. Chciałam, żeby on tu był. Żeby mnie przytulił, pocałował w czoło i zapewnił, że wszystko będzie dobrze. Ale to nigdy nie miało się stać. Jego już nie ma tutaj, ale zawsze będzie w moim sercu i to miejsce jest zarezerwowane tylko dla niego.Do końca mojego istnienia i jeden dzień dłużej.

poniedziałek, 13 lipca 2015

heroes

Lily Carter (19l.)

Jai Brooks (20l.)